Wiadomości
Trzecie Czwórki. Niedługo koniec świata!
Dodano: 16 Styczeń 2012, 22:58
Na przedwczorajszej promocji trzeciego numeru magazynu „Czterdzieści i Cztery” spadały płonące komety – na „Pressje” i Pawła Rojka. Na szczęście był tam nasz Grzegorz Lewicki.
Po dwóch latach od wydania drugiego numeru warszawskiego magazynu „44” – oto niespodzianka: nagle ukazał się numer trzeci. Promocja odbyła się w warszawskiej Restauracji Śródmiejskiej – na pufach i siedziskach z piaskiem, grzejąc w dłoniach szklanki, środowisko chrześcijańskich pesymistów dyskutowało o apokalipsie. Niezmiernie ciekaw byłem tego spotkania, bowiem od samego początku istnienia Czwórek, mimo wnikliwej lektury pierwszego numeru, za nic w świecie nie mogłem zrozumieć, co wyróżnia przekonania redakcji na tle innych środowisk chrześcijańskich.
Wreszcie zrozumiałem i – nie ukrywam – jestem trochę rozczarowany. „44” wyróżnia się bowiem cywilizacyjnym ultra-pesymizmem, którego pierwszym objawem jest nastrój kontemplacyjnej melancholii, a drugim – gorączkowe podenerwowanie z powodu złego obrotu spraw ludzkich. Trzecim objawem – oby nie wystąpił! – musi być już tylko ekstatyczne prorokowanie nieuniknionej katastrofy.
Nie wiem gdzie dokładnie na tej trójskali są Czwórki, ale jedno jest pewne: kapitulacja przed światem i czekanie przy świątecznym obrusie na apokalipsę to, najdelikatniej mówiąc, wyraz całkowitej bezradności wobec świata.
Spotkanie rozpoczął odczyt tez zawartych w 60-stronicowym manifeście programowym Rafała Tichego, który można przeczytać w najnowszym numerze „44”. W dalszej kolejności głos zabrali prowadzący Krzysztof Niewiadomski i goście – Paweł Milcarek (Christianitas) oraz Mateusz Werner (Kronos).
Tichy w konwencji wyrzutu argumentował, że chrześcijaństwo przez wieki zgubiło sens apokaliptycznego oczekiwania na przyjście Chrystusa, i że należy do tego nastroju powracać. Dzięki nawiązaniu do klimatu emocjonalnego panującego wśród pierwszych wierzących wyczerpane dziś chrześcijaństwo miałoby na powrót zewrzeć szeregi i odzyskać żywotność. Myślenia apokaliptycznego, według Tichego, należy szukać w tradycji monastycznej, która koncentruje się między innymi na kontemplacji nieuchronnego końca. Jak dowodził redaktor Czwórek, apokaliptyczność zawsze była zwieńczeniem mesjanizmu – bez niej idea mesjanizmu chrześcijan stawała się „zbyt abstrakcyjna”.
Tichy skrytykował także Pawła Rojka i „Pressje” za recenzję, która ukazała się na portalu rebelya.pl. Diagnozę naszego naczelnego, że środowisko Czwórek pomyliło „mesjanizm” z „apokaliptyzmem” Tichy uznał za „nieporozumienie”, ponieważ – jak dowodził – tradycja mesjańska poszła właśnie drogą apokaliptyczną.
Ale tradycja wcale tamtędy nie poszła. Ona tamtędy chadzała – przez pierwsze kilka wieków po Chrystusie. W bardzo delikatny sposób starali się to zasugerować swojemu koledze Mateusz Werner i Paweł Milcarek. Ten pierwszy w kunsztownie żartobliwym tonie wykazywał, że ideowy powrót do czasów sprzed Konstantyna nie ma głębszych podstaw; ten drugi argumentował, że nadmierne „rozgorączkowanie” ideą nadchodzącego końca dziejów wcale nie stanowi istoty chrześcijaństwa – dotyczy tylko kilku pierwszych wieków, wcale nie najważniejszych dla kultury chrześcijańskiej. Poza tym, odłożenie koncepcji końca dziejów na drugi plan nie oznacza, że całkiem znika ona z pola widzenia. Według Milcarka opowieść Tichego, że ktoś gdzieś kiedyś zagubił to myślenie i oto jest środowisko, które je odzyskuje nie ma związku z prawdą historyczną, ponieważ takie myślenie zawsze przechowywały pisma mistyków.
To co moi przedmówcy mówili delikatnie, trzeba było powiedzieć dosadniej. Broniąc tezy Pawła Rojka, że Czwórki pomyliły mesjanizm (przemiana świata zgodnie z ideałami chrześcijaństwa) z apokaliptyzmem (przekonaniem, że koniec jest tuż-tuż za rogiem), pytałem, jaki szczególny rodzaj wiedzy pozwala redaktorom Czwórek na podstawie zdania „nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25:13) bić w bębny w oczekiwaniu na rąbnięcie wielkiego meteoru i Błysk Wieczystego Światła.
Nikt nie ma takiej wiedzy. Apokaliptyczność Czwórek wynika raczej z obaw przed przyszłością i świadomości zepsucia obyczajów.
Niestety – takie nastawienie nie jest nowatorskie nawet dzisiaj. Istnieje wszak bardzo prężne środowisko, które specjalizuje się w wyznaczaniu (i ciągłym przesuwaniu!) daty końca świata. Świadkowie Jehowy odnoszą nawet spore sukcesy – mają wielką ceglaną siedzibę w centrum Nowego Jorku, wydają bogato ilustrowane magazyny. Czy Czwórki chcą je naśladować? Za kilka numerów może się okazać, że dotowaniem pisma warszawskich intelektualistów zainteresuje się „Strażnica”.
To dopiero byłby koniec świata!
Grzegorz Lewicki
Tagi:
Filmy: